Polskie poznawanie świata

Opisy miast

Zobacz także Ernest Malinowski - Peru

Opisy miast


Niemcewicz wielokrotnie odwiedzał Wiedeń, przebywał we Włoszech, Francji i Anglii (znał Wenecję, Rzym, Paryż, Londyn). Poświęcał wiele uwagi architekturze, malarstwu i rzeźbie. Odwiedzał wszystkie te miejsca, gdzie mógł zapoznać się z ówczesnym kanonem dzieł sztuki, a więc przede wszystkim muzea, galerie, kościoły i wszelkie obiekty publiczne. Starał się nawiązywać kontakt z wziętymi artystami, odwiedzać ich pracownie i przyglądać się ich pracy.


Po ogłoszeniu Deklaracji Niepodległości w roku 1776 Ameryka jawiła się Europejczykom, w tym i Polakom, przede wszystkim jako kraj rolników, którzy w imię wolności rzucili wyzwanie potężnej Anglii i wbrew wszelkim oczekiwaniom – zwyciężyli. Mieszkańców Starego Kontynentu pociągał przede wszystkim system polityczny USA, a także układ społeczny, który powszechnie utożsamiano z równością, wolnością jednostki i prostotą obyczajów panującą w narodzie farmerów.

Niemcewicz, który był jednym z pierwszych Polaków, mających okazję odwiedzić Stany Zjednoczone – młodziutkie państwo. Jego dzienniki i korespondencja z czasu pobytu w Ameryce w latach 1797–1807 to fascynujące świadectwo zetknięcia się Europejczyka, którego gust ukształtowany został przez najlepsze wzorce epoki, z raczkującą kulturą Stanów Zjednoczonych. Najważniejsze przystanki na mapie jego peregrynacji wyznaczały tworzące się w USA miasta, które wchodziły właśnie w fazę dynamicznego rozwoju. Niemcewicz odwiedził między innymi Filadelfię, Trenton, Baltimore, Lancaster, Providence, Boston, New Lebanon i Nowy Jork Przyglądał się również budowanej naówczas stolicy kraju – Waszyngtonowi. Uruchamiał perspektywę porównania. Uderzyła go bijąca w oczy „nowość” miast amerykańskich.

Oceniał architekturę. Obiekty publiczne zazwyczaj oceniał dość surowo, często zarzucając architektom brak smaku. Niemcewicz wysoko oceniał jedynie regularne rozplanowanie miast amerykańskich, jakim nie mogły się pochwalić metropolie europejskie, budowane w „czasach barbarzyńskich”26. Tym, co również przypadło mu szczególnie do gustu w odniesieniu do domów mieszczańskich, była ich czystość i lekkość. Raziło go nadmierne skrępowanie konwenansami i ścisłymi regułami rządzącymi życiem towarzyskim. Niemcewicz pokpiwał z Amerykanów jako narodu, który „nie umie ani jeść, ani pić, ani tańczyć, zanim nie ustanowi sobie praw i nie wybierze urzędnika dla czuwania nad przestrzeganiem porządku w towarzystwie”. Ameryka - kraj, w którym „wszystko pędzi w wielkim galopie, i ludzie, i roślinność […]”

Niemcewicz w liście z 21 listopada 1805 roku kierowanym do Aleksandry Potockiej tak opisywał ten wielki exodus na Zachód:

„Czasami spotyka się [...] ogromne wozy pełne kobiet, dzieci, sprzętu domowego i rolniczego, za którymi ciągną mężczyźni i bydło. To są nowi koloniści, którzy osiedlą się na tym pustkowiu. Dalej widać, jak docierają do miejsc, które mają być ich domem, to niezwykle ciekawe widowisko, pierwsze osiedlenie się na pustkowiu, o którym w Europie nikt nie ma pojęcia. Tutaj zabawiamy się niszczeniem tego, co stworzyły wieki pracy i przemysłu, często zamieniamy pola w pustynię. Tam, dzięki pracy i wytrwałości wolnych ludzi, którzy nigdy nie są ograniczani przez złe przepisy, pustkowia zamieniają się w pola uprawne i kwitnące miasta.”

Kultura miasta nie pozostała bez wpływu także na pierwotnych mieszkańców Ameryki – Indian, dla których wizyta na miejskim targu często kończyła się gorszącym przechodniów pijaństwem: O klika mil od Albany napotykać zacząłem Indianów, powracających z miasta. Pokup na miotły musiał być przedni, gdyż nie tylko kawalerowie i damy nieśli na placach pęki zakupionych kołder, ale nadto rumem i grogiem uraczyli się sami porządnie. Zataczając się w prawo i w lewo, pokrzykiwali wesoło albo też, w żywych koperczakach do małżonek i kochanek swoich, śpiewali im najśliczniejsze kuplety indyjskie. Co pół mile spotykałem obłąkane ich kupki, pytające się jedne o drugich. Rozumiałem, żem był niedaleko Pragi naszej, bo tak właśnie kmiotki mazowieckie, powracając z targu z matki Warsengi, zataczają się i wykrzykują sobie”.

Miasta w USA, nawet te skażone europejskim zepsuciem, były na swój sposób fascynujące. Ciekawiły przede wszystkim jako miejsce, gdzie naocznie można było doświadczyć panującej tam równości obcej, wyrastającej z feudalizmu kulturze społecznej Starego Świata. Nie mogły jednak zaspokoić potrzeb intelektualnych na wzór metropolii Starego Kontynentu. Nie oferowały bowiem wiele ani wyobraźni, ani wyrobionemu gustowi artystycznemu.

Stosunek Niemcewicza do ich rzeczywistości był z pewnością niezwykle złożony. Z jednej strony miasta fascynowały go dynamizmem rozwoju urbanistycznego, a także widoczną na każdym kroku równością. Raził jednak brak rozrywek i intelektualnych podniet, które czyniły zajmującym pobyt w ośrodkach miejskich w Europie.

Zgodnie z art. 173 ustawy Prawa Telekomunikacyjnego informujemy, że kontynuując przeglądanie tej strony wyrażasz zgodę na zapisywanie na Twoim komputerze tzw. plików cookies. Ciasteczka pozwalają nam na gromadzenie informacji dotyczących statystyk oglądalności strony. Jeżeli nie wyrażasz zgody na zapisywanie ich zmień ustawienia swojej przeglądarki internetowej.